No wlasnie! Ten band wprowadzil mnie delikatnie w kraine jazzu i funka wiec nie dziwne ze sentyment mam niemal jak do Kombi (ktore pokazalo mi nieznany wówczas wszechswiat szmiry, cieplej wódy, tanich dziwek i zalanych proletariackich parkietow). THE BRAND NEW HEAVIES juz za tydzien w Edynburgu i ja tam sie melduje z moimi kocimi ruchami szlifowanymi nad Gdanską Zatoką. Szkoda tylko, ze koncert odbedzie sie w miejscu sztywnym jak bajera Huberta Urbanskiego i z tego co zauwazylem podobne cweliny tam przychodza preżyc swoje portfele,portfolia i dizajnerskie wdzianka. To nie dobre miejsce na takie wystepy. Powinno byc glosno, tloczno a dyskretnie odkryte spocone ciala lubieznie aczkolwiek z wyczuciem maja ocierac sie o siebie w jedynie slusznym funko-kopulo rytmie. Powinno smierdziec nieskrepowaniem i obietnicą dogrywki na bagazniku pick-upa w rozgwiezdzoną ciepłą noc. No ale jak sie nie ma co sie lubi to trzeba sie ostudzic. Keep the funk alive and let the dream come true!
poniedziałek, 13 października 2008
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
1 komentarz:
Nooo Kochaaany to ze Ty masz talent to ja zawsze wiedziałam, ale że az taaaaki to chyba nie :), normalnie wypadaja Ci te słowka tak lekko, tak fajnie, że az dziw bierze gdzies się tyle lat ukrywał człowieku?!?! Aaa no tak - kocie ruchy, cwiczenia itp.
Aha - cholernie podoba mi się morał: "jak sie nie ma co sie lubi to trzeba sie ostudzic" - zajebisty! Pożyczam bez pytania nawet :)))
Prześlij komentarz