niedziela, 26 października 2008

Tanecznym krokiem w zacisze alkowy

Taniec i seks. Milosne harce i parkietowe szalenstwo. Obie sytuacje sa dla mnie bardzo zwiazane. Nie chodzi mi o to ze taniec ma byc narzedziem doprowadzajacym do zblizenia - moze przeciez tez byc odwrotnie, a jedno i drugie funkcjonowacac niezaleznie. Nie chce tez wysnuwac wnioskow ze osoba ktora lubi tanczyc, ma wyczucie rytmu i odwage aby siebie 'pokazac' w ruchu jest lepsza i bardziej otwarta w sypialni. Bo to zbyt skomplikowana materia aby upraszczac w ten sposob.
Chodzi mi o to ze poprzez taniec mozemy tez poczuc spelnienie, mozemy przekraczac granice i swoje zahamowania, mozemy zupelnie zatracic sie 'in this very moment' zespoleni z muzyka i swoim cialem, wyrazac swoj wewnetrzny kosmos poprzez ruch w sposob szczery, nieskrepowany i pozbawiony wyrahowania. Bo np taniec tzw godowy z nastawieniem aby komus zaimponowac, zwabic lub poczuc sie podziwianym to tylko przedluzenie tego wszystkiego czym zyjemy i zywimy sie na codzien. A przeciez zarowno seks i taniec daja nam niepowtarzalna szanse bycia prawdziwymi i odskocznie od pelnego konwenansow zycia codziennego. Ciezko znalezc miejsce gdzie ludzie maja szanse tanczyc tak jak im w duszy gra bo albo sa to kluby, bary gdzie odbywa sie jeden wielki casting, strojenie min i pozerstwo - caly ten pierdolony bullshit wypacykowanych panienek i ich meskich opowiednikow oceniajacych sie na wzajem,krecacych jakies ukryte lody czy po prostu liczacych na szybki seks i darmowa kreske koksu oraz dowartosciowanie sie, potwierdzanie w ten czy inny sposob. Druga sprawa to muzyka ktora jest albo za malo taneczna i plaska - to najczesciej dotyczy dyskotek z aktualnymi hitami; za szybka, monotonna i odhumanizowana gdzie miejsca na nasza fantazje nie ma wcale a cala reszte wypelnia halas, swiatelka i przyspieszajace wszystko narkotyki. Jakie czasy taka zabawa mozna powiedziec. Ciezko w natloku badziewia znalezc cos co daje szanse nam aby byc w tancu na prawde soba...Niektorym wystarczaja te namiastki opisane powyzej, bo moze tacy wlasnie sa i nic wiecej nie potrzebuja - nie wiedza ze moge lepiej.
Ja sam kiedys nie lubilem tanca, wstydzilem sie a muzyka nie przebijala sie do moich konczyn no moze poza punkiem i pogo ale to inna zupelnie kategoria. Majac lat nascie trafilem do sopockiego Sfinksa gdzie pierwszy raz w zyciu zobaczylem ze to moze wygladac inaczej. Zobaczylem wielu ludzi 'tanczacych siebie' w nieogladany do tej pory przeze mnie sposob i muzyka bardzo bardzo rozna - od bossa novy po detroit techno - pozwalajaca plynac i odplynac nie imiutujac w tym samym czasie tego co bylo kiedys czyli balów na sto par u senatora, szalonych swingow i rock and rolla sprzed polwiecza tudziez argentynskich milong. Teraz mozna zaobserwowoac glownie dzieki popularnym telewizyjnym show wielki boom na taniec- z naciskiem na towarzyski i jest to bardzo pozytywne zjawisko ale tylko wtedy kiedy bedziemy w stanie dodac cos od siebie do tego co bylo,cos z nowych czasow i kultury a nie bezmyslnie tylko imitowac kroczki standartow sprzed lat. Muzycznie urodzila sie juz nie jedna fuzja o ktorych mam nadzieje wspomniec przy innych okazjach.
Jako niespelniony DJ zawsze przekonany bylem ze to na nim ciazy zadanie aby dac sluchaczom tlo i atmosfere ktora uruchomi w nich zmyslowosc, da przestrzen do autoekspresji, bedzie zaskakiwac i jednoczesnie bawic tak jak to robi dobry kochanek. A w grande finale zwiekszy ochote na wzajemne przytulanie sie i czulosci. I celowalem oczywiscie w kobiety bo to one rozsiewaja wszelkie dobrocie i otwieraja normalnie przytlumionych i skupionych na sobie samcow.
PRzykladem takiego muzycznego zaproszenia niech bedzie klasyczny late night
deep house z werbalnym przekazem Dee Dee Brave. Gdy zagralem to w kawiarence internetowej o godzinie 17 mialem 4 zapytania od klientek o tytul i golym okiem moglem zobaczyc ze rosnie temperatura oraz poziom wilgotnosci...:


Szkoda jednak ze tak jak i w codziennym zyciu tak i w tancu coraz bardziej oddalamy sie od siebie i innych. Dosc juz chyba zglebiania samego siebie w solonezach i co najwyzej niesmialego tarla na parkiecie, nachlane wiejskie przytupajki z niesmiertelnymi obracanymi to tez nie to co mnie moze krecic.
Ja chcialbym byc na imprezie zie moglbym zatanczyc na przyklad cos takiego:

i nie dostac z tego powodu wpierdol. Oczywiscie na dzien dzisiejszy ewentualna partnerka wyladowala by u ortopedy i kreglarza po takim balecie ze mna ale to nie znaczy ze nie chce spelnic swoich marzen. Wiec teraz jak najbardziej powazny APEL:
Jezeli pomieszkujesz w Edynburgu, nie oniesmielisz mnie swoim wzrostem i waga a lubisz tanczyc, a moze chcialabys nauczyc sie czegos wiecej: jakies tango, rhumbe czy salse to napisz do mnie. W 'Tancu z Rozgwiazdami' nie wystapimy, nie jestem tak dobry jak Mroczek ani Travolta ale chetnie sprobuje i jest szansa ze bedzie fajnie. :)

Brak komentarzy: