poniedziałek, 3 listopada 2008

Łage Czygi Czygi Czygi Czygi Czygi Czygi Czygi Taj

Wszystko sie szybko zmienia, wokol mnie, troche dalej ode mnie i tam calkiem daleko tez teraz jest inne niz jeszcze bylo przed chwila. Musze powiedziec ze nie ogarniam tego wszystkiego. Przestaje probowac nawet zrozumiec czy nad tym w jakis sposob zapanowac. Ludzie przychodza, sa, znikaja a Ci ktorzy wydawali sie niezbedni, najdrozsi takimi byc przestaja a Karuzela kreci sie dalej. Czasami chce krzyczec do tego czegos kto tym porusza - kurwa wypusc ze mnie! mam dosc! Albo strasze: zrobie syf jak mnie nie wypuscisz, udekoruje pawiami wszystkich naokolo!!
Prozny wysilek, to dalej sie kreci, krzyk ginie w prozni, moze tylko paru zdziwionych znaczaco puka sie w czolo. Sworznie i kola zebate karuzeli coraz bardziej wyrobione, ogniwa łancucha coraz blizsze rozerwania a nieuchronna katastrofa bedaca jedynym pewnikiem w zwariowanym lunaparku zycia nie dociera wystarczajaco silnie do skolowacialej swiadomosci.
Ile jeszcze pozostalo mi zetonow? Czy nastepne tez sa skazane na zmarnowanie, czy jednak ta kreciola czegos moze nauczyc? Wielu juz odpadlo, paru cieszy sie ze trafili nagrode glowna na strzelnicy ktora po jakims czasie i tak okaze sie nic nie warta uluda, fajerwerkiem nadzieji ktory poparzy tym mocniej im wiekszy poczatkowy zachwyt i wiara w nim pokladana. No to wtedy lizemy rane zmieniajac przejazdzke, celujemy w cos innego z karmicznie zdeterminowanych wiatrowek, moze to, moze tamto, a moze tego jeszcze wiecej i to wtedy bedzie TO! a gówno mowie Wam... Chcialbym obudzic sie z tego snu, ale przeciez tak naprawde to nie chce, bo mimo wszystko to wygodnie sie tak jedzie, mimo ze co roz cos uwiera, boli, zgrzyta i kurewsko meczy. Gdzie jest moja granica po ktorej o niczym marzyc wiecej juz nie bede tylko aby karnawalowa samsare olac cieplym moczem i zmierzyc sie 100% swiadomie z tym co JEST, z tym kim jestem a zwlaszcza z tym co udaje mnie na potrzeby czasami wesolego miasteczka.
Przyczynkiem do rozmyslan tych oprocz owsianki dnia powszedniego i blizn czasow minionych jest przeslany mi przez kochana W (tu musze sie pochwalic ze W. nie spekala i przyjela moje zaproszenie na wesele czym mnie bardzo uszczesliwila) teledysk do piosenki poety, mistyka, alchemika ludzkich nastrojow, oryginalnego autora 'Kolorowych Jarmarkow'. Mam nadzieje ze refren bedzie chodzil Wam po glowie caly pierdoloniutki tydzien.


Ci co na emigracji nie byli nie do konca moga zrozumiec jak moze to chwytac za serce. Albo tego serca nie posiadaja! ;P

Brak komentarzy: