niedziela, 4 stycznia 2009

Sierpowy od Nowego Roku

Chcialem napisac jak sie swietnie bawilem w Polsce, jakie mialem przygody, jakie piekne bylo wesele i swieta. Jak moi przyjaciele dobrze sobie radza i jak Polska idzie wyraznymi malymi krokami do przodu. To wszystko prawda...
Tylko ze gdy dzis zderzylem sie z rzeczywistoscia moja wlasna, tu i teraz, kiedy juz wytrzezwialem, kiedy przyjaciele sa daleko i nie polize mnie po buzi nawet moj niezastapiony kundel to czuje sie jakbym dostal cios w nieosloniony podbrodek. Prawie nokautujacy. Bilans walk za ostatni rok jest slabiutki, oceniam swoja postawe jako bardzo mierna a perspektywy sila rzeczy wydaja sie mizerne. Rzeczyistosc jednak nie bedzie kalkulowac, ani sie uzalac tylko dalej napierdalac, bo trafila na slaby, moze wybrakowany egzemplarz ktory nie przygotowal sie nalezycie na pojedynek z nia. Rece mi opadly, nie wiem od ktorej strony zaczac mam kontratak bo podwojna garda to juz za malo i ledwo trzymam sie przy liniach. Czuje sie jak bokser w tzw walce ostatniej szansy, ktory w 5 rundzie otrzymujac kominacje na glowe i korpus zaczyna sobie zdawac sprawe ze przegrywa z kretesem. Moj wewnetrzny sedzia wystawil ocene: dno, publicznosc jeszcze sie wacha ze wzgledu na sentyment do niezbyt ututylowanego ale efektownego i sympatycznego piesciarza. Profesjonalny sklad jury w osobach : bank, landlord, urzednik panstwowy, z dezabprobata kreca glowa czekajac na koncowy gong, tudziez techniczny nokaut aby dobic delikwenta z moca przepisow i prawa. Nie pomagaja podpowiedzi przyjaznych sekundantow z naroznika i schladzanie ciala miedzy rundami, oczywiscie nie pomaga tez postawa niektorych czlonkow teamu ktorzy jeszcze niedawno udawali wielkich fanow, dzis z zaklopotaniem odwracaja glowe zajeci swoimi potyczkami.
Bo bokser na ringu jest zupelnie sam ciagnac na plecach bagaz poprzednich walk i domowego przysposobienia do zycia miedzy linami. Jeszcze daje sobie chwile, tydzien moze 2. Pozniej pierdole. Rzucam recznik. Niech sie dzieje co chce.


Brak komentarzy: